Jump to content

Remont Mieszkania Od Kuchni

From wiki

Technika malowania to dla wielu czarna magia, ale nie musi tak być. Przy malowaniu ścian w salonie, gdzie stoi wersalka z pojemnikiem na pościel, trzeba uważać, żeby nie zachlapać tapicerki. Użyłam taśmy malarskiej szerokiej na 5 cm i folii ochronnej. Niby oczywiste, ale widziałam już takie katastrofy, gdzie farba kapnęła na welur. Ratowanie go to męka. Ja zawsze maluję od góry do dołu, zaczynając od sufitu. Przy suficie robię pasek pędzlem, a potem wałkuję resztę. W pokoju gościnnym, gdzie stoi łóżko z pojemnikiem na pościel, dodatkowo zdjęłam materac i odstawiłam go na środek. To dało mi swobodę ruchu. Zajęło to 30 minut dłużej, ale opłaciło się.

Kiedy wprowadzałam się do swojego pierwszego mieszkania o powierzchni ledwie 28 metrów kwadratowych, myślałam, że to mission impossible. Każdy centymetr liczy się podwójnie, a ja chciałam zmieścić tam miejsce do pracy, spania i przyjmowania gości. Zamiast panikować, zaczęłam od dokładnego pomiaru każdej ściany, nawet tej za drzwiami. Okazało się, że kluczem jest nie tylko wybór mebli, ale ich funkcjonalność. Na przykład zwykłe łóżko zajmuje tyle samo miejsca co łóżko z pojemnikiem na pościel, a to drugie daje dodatkowe pół metra sześciennego schowka. W małym mieszkaniu nie ma miejsca na rzeczy, które stoją bezużytecznie. Każdy mebel musi pracować na dwa etaty. Postawiłam na modułową zabudowę pod sufit, bo szafy wiszące nad głową to zbawienie dla podłogi. Wąski korytarz zamieniłam w garderobę, montując wieszaki na wysokości 180 cm, żeby płaszcze nie tarły się o podłogę. To drobiazgi, ale one robią różnicę.

Przechowywanie w małej kuchni to wyzwanie, które rozwiązałam szafkami pod sufit. Zamiast standardowych 60 centymetrów wysokości, zamówiłam szafki o głębokości 40 centymetrów, które sięgają sufitu. W środku trzymam rzadko używane garnki i zapasy makaronu. Do tego wysuwane kosze w szafkach dolnych z systemem cichego domyku, które kosztowały 200 złotych za komplet. Na blacie postawiłam tylko czajnik i toster, reszta sprzętów schowana w szafkach. Lodówkę wbudowałam w zabudowę pod blatem, co dało dodatkową powierzchnię roboczą. Pamiętajcie o wentylacji dla sprzętu AGD, bo w zabudowie bez szczelin silnik się przegrzewa.

W kuchni postawiłam na DIY i second handy. Szafki kupiłam z demontażu za 200 zł z całym wyposażeniem, a fronty pomalowałam kredą w kolorze mięty. Blat z płyty MDF okleiłam folią imitującą drewno, która kosztowała 30 zł w markecie budowlanym. Zamiast drogich organizerów, używam słoików po przetworach jako pojemników na makaron i kasze. Nawet kupiłam używany stół rozkładany za 50 zł z nogami do skrócenia i po malowaniu wygląda jak z katalogu. Ważne, żeby nie bać się szlifierki i farby.

Do gości na noc zaprojektowałam kanapę z funkcją spania w kształcie litery L. To był strzał w dziesiątkę - na co dzień służy jako wygodne siedzisko do oglądania filmów, a po rozłożeniu daje pełnowymiarowe łóżko 140x200 cm. Mechanizm DL działa płynnie i bez wysiłku, co doceni każdy, kto kiedyś walczył z rozkładaniem starej wersalki. Kanapa ma tapicerkę welurową w odcieniu musztardowym - to drugi mocny akcent kolorystyczny w salonie. Pod siedziskiem ukryłam dodatkowe schowki na pościel gościnną i poduszki. Obok kanapy postawiłyśmy stolik kawowy z funkcją podnoszenia blatu - idealny do jedzenia przed telewizorem lub pracy na laptopie. Stolik ma półkę na czasopisma i piloty.

Ostatnio modne stało się malowanie ścian na dwa kolory, na przykład lamperię. W moim przedpokoju zrobiłam dolną część na ciemny brąz, a górną na jasny beż. Efekt? Przestrzeń wydaje się dłuższa, a przy tym pasuje do kanapy z funkcją spania w salonie, która ma brązową tapicerkę. Malowanie lamperii nie jest trudne, ale wymaga precyzyjnego odmierzenia linii. Użyłam poziomicy i ołówka. Potem taśma malarska i gotowe. Zajęło mi to 3 godziny, ale efekt jest wart zachodu. W małym mieszkaniu takie detale robią różnicę.

Oświetlenie często bywa drogie, ale nie musi. Lampę stojącą zrobiłam z drewnianego kija od szczotki i klosza z papieru ryżowego za 15 zł. Girlandy LED za 20 zł z allegro rozwieszone na ścianie tworzą nastrojowy klimat. W sypialni zamiast kinkietu kupiłam na pchlim targu starą lampę naftową za 10 zł, do której wkręciłam żarówkę LED. To rozwiązanie nie tylko tanie, ale też unikalne – nikt nie ma takiej samej dekoracji.

Największym wyzwaniem okazało się spanie. Ja potrzebuję wygodnego materaca, bo kręgosłup mi dokucza, ale w ciągu dnia łóżko zajmuje pół pokoju. Rozwiązanie znalazłam w kanapie z funkcją spania z mechanizmem DL. Na pierwszy rzut oka wygląda jak zwykła sofa w salonie, ale po rozłożeniu daje pełnowymiarowe łóżko z porządnym stelażem listwowym. Wybrałam model z tapicerką welurową w ciemnoszarym kolorze. Welur jest praktyczny, bo nie widać na nim kurzu tak bardzo jak na jasnych tkaninach, a do tego jest przyjemny w dotyku. Materac piankowy o grubości 16 cm okazał się strzałem w dziesiątkę. Nie ugina się na brzegach, co jest ważne, kiedy ktoś siada na skraju. Na co dzień kanapa służy jako siedzisko dla dwóch osób, a wieczorem zamieniam ją w sypialnię w 30 sekund. Wersalka by się nie sprawdziła, bo potrzebowałam czegoś z prawdziwym stelażem, a nie cienką deską.